poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 8. " flashmob "

Posprzątałam za sobą, otarłam łzy i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju i schowałam się pod kołdrę. Odpisałam Davidowi i w końcu napisał mi, że za niedługo ma zawody w mieście obok i po nich mógłby do mnie przyjechać. Gdy to przeczytałam popłakałam się ze szczęścia. Nie wierzę!  Nareszcie, nie mogę w to uwierzyć. Zawody ma w środę. Jak to usłyszałam przeraziłam się bo ja mam szkole i i nie wiem...

Napisałam szybko do Lidi a ona mnie wyśmiała :
" Mia mamy trzy dni wolne bo są egzaminy "
Jaka ja jestem głupia. Zaśmiałam się sama do siebie. O wszystkim zapominam, najpierw o weekendzie a teraz o kolejnym wolnym.
Opisałam mu wszystko i zaczęliśmy pisac o naszym spotkaniu. Było cudnownie, nie mogę się doczekać.

Kiedy moja mama przyszła do domu, powiedziałam jej o Davidzie. Była zaniepokojona i bała się ale ja ją uspokajałam.
Powiedziała, że musi go zobaczyć żeby mnie z nim gdzieś puścić. Byłam zła na nią ale nie kłuciłam się bo już nie miałam siły. Byłam zmęczona...
Poszłam do pokóju i odpłynełam.

Rano obudził mnie hałaśliwy dźwięk budzika. Wstałam i wyłączyłam go. Wyglądalam i czułam się jak by mnie walec przejechał.
Przetarłam oczy i spojrzałam na godzinę. Ależ to dziewiąta. Przez chwilę pomyślałam po co nastawiłam sobie tak wcześnie budzik, i nagle mnie olśniło: ' FLASHMOB' !!!
Jak mogłam zapomnieć?!? Niczym błyskawica znalazłam się w łazience i szybko pod prysznic, balsam, make-up i szybko jakieś ciuchy. Ubrałam czarne legginsy i czarną bluzkę. Wyglądalam zbyt normalnie. Poszłam do babci :
-Masz babciu coś dziwnego czarnego? -Zapytalam.
- Co proszę? -Zdziwiła się
-Jakaś dziwna narzute na ręce.-odpowiedziałam.
-Chodź ze mną.-podeszła do wielkiej lustrzanej szafy i otworzyła ją. Było w niej pełno ubrań, więcej niż w mojej...
-Proszę wybierz które chcesz- uśmiechnęła się do mnie trzymając dwa wieszaki.
Na jednym z nich wisiał czarny prześwitujący długi płaszcz. Na drugim zaś za pupę czarny, trzy-czwarty cienki sweterek.
Pierwsze co przymierzylam to płaszcz. Był pierwszy i ostatni. Od razu mi się spodobał. Sasza zrobi mi pod sala jakiś makijaż i będę fajnie.
Poszłam zjeść coś na szybko i Wybiegłam z domu. Już miałam wychodzić w ten wpadłam na mamę :
- Gdzie idziesz tak wcześnie? -Zapytała wchodząc do domu.
-Na flashmob'a mówiłam ci.
- A tak,  poczekaj mam dla ciebie hot doga - zaczęła szperac w torbie
- Mamo spieszę się mam zaraz autobus.
- Poczekaj no!  Pojadę i tak z tobą bo musze coś załatwić.
Przytaknełam, zabralam hot doga i wyszłam z mama na autobus.
Prawie się spóźniłyśmy, byłam wściekła, do tego wiedziałam że coś jest nie tak bo mama zachowywała się inaczej. W mojej głowie roiło się od podejrzeń,  że sobie popiła. Ale nie dopuszczałam ich do siebie. Przecież obiecała, że to już koniec, jest już za stara na alkohol. To to nie może być prawda.
Byłam hamsa i arogancna. Nie chciałam taka być, ale jakoś tak wyszło. Byłam zła.  Mama spytała się mnie czemu taka jestem. Udawalam że nie wiem o co jej chodzi. Naprawdę starałam się być miła...

Gdy wysiadłyśmy z autobusu, mama doprowadziła mnie pod sale. Na całe szczęście byłam pierwsza. Nie chciałam żeby ktoś poznał moją matkę. Do tego jeszcze wstawioną.
Próbowałam się jej pozbyć ale ona tego nie rozumiała. Nie jest głupia,  wiedziała że coś jest nie tak.
Nagle z daleka zobaczyłam moja koleżankę.
-Mamo idź!  idzie moja koleżanka- powiedziałam
-No i co z tego?  Nie mogę zostać? -Zapytała zdzwiona.
-Nie!  No idź szybko proszę! - machałam ręką.
-Czy ty się wstydzisz wlasnej matki? - Zmrużyła oczy
-Tak -Krzyknęłam -a teraz idź juz no -Spojrzałam na nią smutno.
Mama wstała bez słowa i szybkim zdenerwowany krokiem udała się w drugą stronę. Było mi przykro. Po fakcie doszło do mnie co zrobiłam...
Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do koleżanki która szła w moim kierunku.

Po chwili każdy był już na miejscu. 
Zrobiłyśmy jedna próbę, bo nie znaliśmy układu. Ale był prosty i wolny, nic skomplikowanego.
Udałyśmy się na tramwaj i zaraz byłyśmy na miejscu.

Tam już na nas wszyscy czekali. Bez żadnego obijania weszliśmy na środek centrum,  puścilysmy muzykę a pani Aline zaczeła nas nagrywać.
Piosenka była bardzo wolna, a nasz układ był do bani. Nie dopracowany ale poprzez rytm muzyki wydaje mi się ze nikt się nie skapł.
Po nagraniu układu, nauczycielka z Szaszy szkoły podzieliła nas na dwójki i każdej z nas dała paczkę karteczek z tytułami książek i autorami. Akcja polegała na zachęcenie ludzi do czytania. Wydaje mi się ze jakoś poszło.  Szybko skończyłam i byłam z siebie zadowolona.
Wygladalismy jak jedna wielka sekta, nie którzy nas się bali i omijali nas szerokim łukiem.
No cóż, bywa.

Skończyliśmy i każdy zbierał się już do domu. Jednak ja z Sasza chciałyśmy iść po flashmob'ie do MacDonald'a. Przyłączył się do nas kolega z klasy Saszy i jej koleżanka.
W czwórkę poszliśmy jeść.
Zamówiłam sobie mrożona kawę i frytki.
Siedzieliśmy tam z dwie godziny.
Młoda dziewczyna której imienia nie pamiętam zaraz sobie poszła. Wiec zostaliśmy z Szymonem. Chłopak miał iść dzisiaj na urodziny do kolegi.
Razem z Sasza wywnioskowałyśmy, że kolega jest gejem. Ehem juz tłumacze.
Szymon ma iść do chłopaka godzinę wcześniej do tego na urodziny kupił mu różowe string!!! 
No przepraszam bardzo, samo tak przyszło do głowy.

Never mind.

Jak już sobie pojadłyśmy, Sasza zadzwoniła po swoją mamę, żeby po nas przyjechała.
W aucie siedziała mała słodka dziewczynka. Siadłam obok niej, z uśmiechem na twarzy i przedstawiłam się.  Dziewczynka miała na imię Iwa i była bardzo otwarta.
Przez całą drogę do domu, rozmawiałam z siostra Saszy. Zrobiła na mnie miłe wrażenie. Chciałabym kiedyś się z nią pobawić. Bardzo lubię małe dzieci, oczywiście nie robie im krzywdy,  lubię się nimi opiekować. Dziecaki lubią być w centrum uwagi a ja skupiam na nich całą. Dlatego mnie lubią.

środa, 13 maja 2015

Rozdział 7 "co się dzieje - nie chce tego wszystkiego "

Wstałam za piętnaście dziewiąta , przerażona wbiegłam do łazienki szybko szykować się do szkoły, robiąc przy tym dużo hałasu i budzą rodzinie.
Babcia stała zaspana w progu :
- Co tak wcześnie Mia? - Zostawiając ręką usta które szeroko otworzyła by się dotlenic.
- Spóźnie się zaraz do szkoły! - Krzyknęłam przerażona. Babcia zaczęła się śmiać i udała się do swojego pokoju.
- Co?? - zirytowana zapytalam
- Jest sobota - odpowiedziała cichym tonem.
Złapałam się za głowę. Zapomniałam. Jak można zapomnieć o weekendzie. Wczoraj późno się położyłam to dla tego teraz zaspałam.
Udałam się do pokoju i delektowałam się ciepłem pościeli. Po chwili sięgnęłam po telefon, zobaczyć czy David dał jakiś znak życia.
Ale nic... Cisza... Złapałam się za głowę zadając sobie pytanie " co zrobiłam nie tak "
Nie chce myśleć...chce spać...
Zmrużyłam oczy...

Jak się obudziłam dochodziła dwunasta. Poszłam do kuchni, włączyłam wodę w czajniku i otworzyłam lodówkę. Miałam ochotę na gofry. No ale cóż, marzenia się nie spełniają. Zrobiłam sobie jajecznice i wypiłam kawę. Po pysznym śniadaniu położyłam się po raz kolejny do łóżka. W tem, powiadomienie. Jakaś wiadomość. Nie poczułam nic, wiedziałam że to nie on... Napisała do mnie koleżanka z tańcow. Czy jutro mam czas i moglibym uczestniczyć w flashmob'ie.
Zgodziłam się,nie mam żadnych planów na niedziele. To znaczy żadnych nie miałam. Sasza powiedziała, że to ma być szabat czarownic. Zastanawiałam się w co się ubiore.
Coś czarnego, na pewno. Ale co?!
Odpuszczam, zastanowię się wieczorem.
Położyłam głowę na poduszce, moje leniuchowanie, przerwał telefon Lidi.
- Gdzie ty jesteś?  Gotowa? - Zapytała.
-Coo?  Gdzie?  - Ledwo wypowiedziałam.
Lidia westchnęła do słuchawki:
- miałyśmy jechać na zakupy !  Zapomniałas? -zapytała zdenerwowana
-Nie noo co ty, skąd ze, jestem prawie gotowa- wciskałam kit przyjaciółce.
- To dobrze. Bądź u mnie za 10 minut.
-Okej - zakłopotana powiedziałam i rozłączyłam się.
Jak ja mam się wyrobić w dziesięć minut?????
Szybko wstałam i otworzyłam szafę.  Wyciągłam pierwsze lepsze spodnie i bluzkę. Pobiegłam do łazienki poprawić fryzurę i ubrałam buty. Przed moja twarzą stoi zdenerwowana mama :
- Najpierw budzisz nas po ósmej a teraz robisz taki bałagan i hałas, że słychać cie w drugim pokoju.
-Przepraszam, spieszę się - Uśmiechnęłam się do niej.
-A gdzie się tak spieszysz?? -Zapytała
- Jadę z Lidia na zakupy - odpowiedziałam i wystawiłam szeroko zęby.
- Nie nie dam ci kasy -mama odwróciła się do mnie plecami i udała się w stronę kuchni.
- Proszę mamo chociaż pięćdziesiąt złoty - zamiałczałam.
- Pięćdziesiąt? - Zaśmiała się.
- Mamo! - Podniosłam głos.
- Masz dwadzieścia i spadaj.
Przytaknełam i wyszłam z domu.

Z małym opóźnieniem, byłam już u Lidi. Dziewczyna była już gotowa, nie musiałam długo czekać. Poszliśmy do sklepu po bilety i na przystanek tramwajowy.
Ledwo co zdążyliśmy na tramwaj, ale udało sie. W tramwaju powiedziałam przyjaciółce, o Davidzie. Dziewczyna skomentowała do jedno znacznie
-nie przejmuj się może nie ma czasu, jak nie ten będzie inny.
zirytowana zaprotestowałam :
- Ale ja chcę właśnie niego!
Przed dalszą drogę nie wypowiedziałyśmy ani słowa.
Po piętnasty minutach drogi, byłyśmy na miejscu. W galerii zaczęłyśmy ze sobą rozmawiać i myślęć tylko i wyłącznie o zakupach.
Pierwszy sklep który odwiedziłyśmy był to "Hebe" z kosmetykami. Nic nie kupiłyśmy ale było fajnie.
Następnie udałyśmy się do " Sin Say".
Na rękach nie miałyśmy miejsca, wieszaki z ubraniami leżały na nas cała stertą. Razem weszliśmy do przymierzalni i zaczął się dylemat.
Która bluzkę wybrać?!
Zakochałam się jeszcze w pięknym kostiumie kąpielowym, i pierwsze co zrobiłam, to zadzwoniłam do mamy.
Opisałam jej jak wygląda i, że bardzo go chce. Mam powiedziała, że da mi kasę na niego. Zrobiłyśmy sobie jeszcze parę zdjęć w przymierzalni i poszłyśmy wszytko odnieść. Po długim rozmyślaniu kupiłyśmy po bluzce. Lidia biała z napisami i babeczki a ja z dużym napisem "beautiful isn't a size ".
Zakupy męczą, to musi przyznać każdy. A jak się jest zmęczonym to idzie się jeść. Wiec poszłyśmy do Maca.
Wzięliśmy "two for you " Ja cheeseburger i frytki a Lidia snakwrap i cole.
Najedzone i szczęśliwe poszłyśmy na przystanek by wrócić do domu.

Poszłam do Lidi, nie chciało mi się iść do domu. U przyjaciółki jeszcze zjadłyśmy pizzę, pooglądałyśmy Tv, troszkę plotek, pogaduchy i te sprawy. Było fajnie ale musiałam juz iść, dochodziła dwudziesta. Zabralam tyłek od Lidi i poszłam do domu.  Pokazałam rodzinie co kupiłam i zamknęłam się w pokoju.
Uwielbiam wieczory, gdy jest ciemno i cicho. Uwielbiam tez pisać do późna z Davidem... Boje się, że nie napisze...
Zjadłam kolacje i leżałam, czekałam, Czekałam i czekałam...
Dwudziesta druga a na ekranie mojego telefonu pojawił się dymek czatu ze zdjęciem Davida. Tak bardzo się ucieszyłam. Nareszcie, myślałem, że zaraz umrę. Z prędkością światła odpisałem mu. Przeprosił mnie, że się nie odzywał ale był wczoraj straszne zmęczony. Udawałas ze nic się nie stało i wszytko jest okej. Gdyby zliczyć ile razy kłamałam ludzi... Ze wszytko u mnie okej i nic mnie nie obchodzi. Nie wiem po co udaje silna jak nie jestem... A tak
Już wiem, żeby nikt się ze mnie nie śmiał, że jestem słaba...
Pisałam z Davidem, a w tem napisał do mnie kolega...

" ej bądź moją dziewczyną proszę, Bardzo mi na tobie zalezy. Bardzo sie do cb przywiazalem i poprostu . Kocham cie chcialbym powiedziec ci to prosto w oczy ale nie ma mnie w kraju "
To chłopak młodszych odemnie o rok. Ma na imię Deryl.Jest nowy w szkole, utrzymuje z nim kontakt ale nie znam go za bardzo. To już więcej wiem o Davidzie którego nigdy nie widziałam.
Gdy to przeczytałam, zaczęłam ryczec. Byłam roztrzesiona. Nie miałam pojęcia co mam odpisać. Kocham Davida. Nie przepadam za Derylem. Już na początku roku szkolnego tez mnie poprosił o chodzenie, ale dałam mu kosza. Myślałam, że dał sobie spokój dlatego zaczełam z nim spędzać więcej czasu a jego uczucia ożyły... Czyje się okropnie, mam ochotę znikać z planety. Nie chce żyć, nie nawidze jak ludzie przeze mnie cierpią. NIENAWIDZĘ!!!
Czyje się okropnie, jak suka która bawi się czyimś uczuciami. Nie chciałam tego. Nie chciałam by się we mnie zakochał. Najgorsze jest to, że ja go nie kocham... Będzie przeze mnie cierpiał!!!!
IDOTKA IDIOTKA IDOITKA IDOTKA IDIOTKA IDOITKA IDOTKA IDIOTKA IDOITKA IDOTKA IDIOTKA IDOITKA
Uciekam do łazienki i zamknęłam się na klucz. Z mojej głowy nie chciały wyjąć wyzwiska które rzuciłam na samą siebie.
Co ją teraz zrobię?!  Nie mam rzyletki, wyrzuciłam!! Wszytkie nie mam ani jednej. Kupiłam nowa maszynkę. Ale mama się kapnie ze kupiłam nowa i juz jej nie mam. Co mam robić?!!  jestem głupia!!!!
Tak! Mam pomysł. Otworzyłam drzwi i pobiegłam do kuchni.
Nóż!
Tak to jest rozwiązanie. Otworzyłam szafę z nożami szukając czegoś ostrego.

Mam!  Nóż brata, jest kucharzem ma profesjonalny kucharski nóż który jest ostry.
Wzięłam go do ręki i poszłam do łazienki.
Łzy płynęły po moich policzkach, wzięłam głęboki wdech i...
I zamachneła się dwa razy. Ten moment kiedy ostrze stykało się z moim ciałem. Ten ból... Przyjemny.
Wpatrywałam się w nadgarstek oczekując aż wypłynie krew.
Nóż był ostry, ciał wszytko. Od twardych główna kapusty do ugotowany ziemniaków. No cóż ale nie dość ostry bym zadała siebie ból.
Wzięłam do ręki maszynkę i złamała ją. Wyjęła dwie rzyletki.
Przyłożyłam jedna z nich do nadgarstka. I i zamachnełam się. Krew byłam już na zewnątrz w dwie sekundy.
To było taki przyjemne, a ja nadal się nie ważyłam tak jak powinnam... Zaczęłam robić poziome linie. Jedna obok drugiej. Krew się złanczała. A ja czułam się cudownie.
Wzięłam do ręki telefon i odpisałem Derylowi.
Cała moja wiadomość była jedno znaczna "nie Deryl, nie będę Tobą"
Odpisał mi w mgnieniu oka. Ale ja już nie odpisałam i uśmiechnęłam się do lustra, trzymając w ręce srebne ostrze

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 6 " Głośna cisza "

Wrucilam domu, zdjęłam buty i zamknęłam się w łazience.
Usiadłam na podłodze spoglądając na telefon i czekając na wiadomość od Davida.
Czekałam...
Czekałam...
Czekałam...

W końcu odłożyłam telefon i zaczełam przygotowywać się do kąpieli.
Położyłam się w wannie gorącej wody. Wsuchiwałam się w głuchą ciszę, oczekując na dźwięk wibracji.
Wpatrywałam się na chwilę obecną w bardzo interesujący sufit.
Minuty mijają szybko, jeszcze szybciej godziny... A telefon milczy.
Zanurzyłam twarz w wodzie i zaczełam krzyczeć.
Wynurzyłam się,  wdech i pod wodę.
Zmęczona nic nie robieniem położyłam się nieruchomo.
*ssszzy* *ssszzy *
Mój telefon wydał z siebie dźwięk wibracji.
Szybko wstałam i zaczełam wycierać ręce. Z pełną nadzieja odblokowałam telefon. Powiadomienie jest z Facebooka. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech...

Tak szybko jak się pojawił tak też znikł. To nie David... To Lidia... Pyta się czy jutro pojadę z nią do centrum handlowego. Zgodziłam się.
-Jutro odrazu po szkole? - Napisała
-Okej :) - odpowiedziałam.
Zerknęłam jeszcze czy David jest dostępny.
i co? 
Jest.
Ale po co napisać... Ja nie chce być nachalna, nie napisz do niego pierwsza. Tak nie wypada,  a jeśli on nie chce ze mną pisać?  To po co wogóle zaczynasz...
Dochodziła jedenasta w nocy, czas by wyjść z łazienki. Ubrałam się w pizamie i posprzątam po sobie. Nie zaglądając do lodówki, udałam się do pokoju.
Nie chce jeść, musze przestać, nie zmieszcze się w strój kąpielowy.
"Slon na plaży " albo " orka na powierzchni " będę słyszała za swoimi plecami... Nie chce umierać wewnętrznie wśród ludzi.
Spakowałam się do szkoły, nie zaglądając czy jest coś zadane. Zucilam plecak na podłogę a swoją masę ciała na łóżko. Leżałam i myślałam:
Może David chce żebym ja zrobiła pierwszy krok?!
A może chce zerwać kontakt?!
Może jest zmęczony i poszedł spać?!
Nie mam pojęcia, ale to bardzo boli...
W mojej głowie pojawiają się myśli czy może nie przytulic małej srebrnej rzyletki
...
Zaś znowu odpowiadam sobie sama, że obiecałam.
Obietnica to dla mnie dużo, ale ból jeszcze więcej...
Zakryłam głowę poduszka i chciałam myśli pozbierać.
Co robić mam teraz?
Odwróciłam się plecami do biurka na którym leżała rzyletka. Zakryłam dłońmi uszy, jak bym kryła się przed hałasem. A wokół było cicho. Głośne były moje myśli i krzyki wołającej mnie przyjaciółki, z biurka....
Nie nie mogę, dam rade jestem silna. Powtarzałam sobie w kółko.
Każdy wiem jaka jest prawda.


Przepraszam, że tak krótko, ale nie dałam rady więcej napisać. Mam mnóstwo popraw w szkole dlatego też rodził jest wstawiony z opóźnieniem. To się więcej nie powtórzy, przepraszam.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 5 "Obietnic się nie łamie"

Reakcja Davida bardzo mnie zaskoczyła...
Napisał mi żeby tego nie robiła, bo nic nie zmienię robiąc sobie krzywdę, żebym nie robiłam tego dla niego a jak nie dla niego to dla samej siebie. Od tego wieczoru, obiecałam Davidowi, że już nic sobie nie zrobię. Zrobię to dla niego. Wiem, że potrafię bo jest dla mnie ważny i dla niego ,dla niego.
Powiedział mi, że nie może mnie sprawdzić czy przestałam ale wierzy, że przestanę. Nie zawiode go. Jestem gotowa podjąć to wyzwanie.
Po raz pierwszy ktoś się mną tak martwił. Zawsze moje przyjaciółki były na mnie wściekłe, w końcu przestałam im o tym mówić. A co dopiero chłopak, to było miłe zaskoczenie. Sytuacja ta zbliżyła nas do siebie...

Rano wstałam i musiałam iść do szkoły. Mama przed szkołą oddala mi telefon.
Była miła, a ja wręcz przeciwnie.
Wyszłam bez słowa. W szkole musiała odreagować, i wyżywałam się na dziewczynach... Nic im nie powiedziałam, wiedziałam, że tylko pogorsze sytuacje. One twierdzą, że to głupie i dziecinne...
Nie widzę tu nic dziecinnego....
Ja tez nie rozumiem dzieciaków z podstawówki biegających z pocharataną ręką z powodu np."mama nie kupiła mi lalki" - to zachowanie jest głupie. Ale trzeba dziecku wytłumaczyć niektóre rzeczy.
Dla mnie rzyletka to przyjaciel.
Pocieszy mnie wtedy kiedy tego potrzebuje. Ona jest zawsze kiedy nie ma nikogo.
Wszytkie emocje które w sobie duszę,  wychodzą nawierzch, tak jest lepiej...o wiele lepiej...

W szkole nie mogłam się skupić. Myślałam o Davidzie i wczorajszym wieczorze...
Było mi smutno, ale miałam w środku nadzieje, że może znajdę szczęście.
Znajdę je w Davidzie. Jest troskliwy i delikatny, przynajmniej przez internet.
Nikt nie jest taki w rzeczywistości jak przez internet.
Strach, że wszytko może się zepsuć mnie zjada. Tak bardzo się boje, że mogę znowu kogoś stracić.
Na samą myśl, że Lidia za niedługo wyjeżdża zagranicę na zawsze, mnie przerasta...
Ostatnio powiedziała, że prawdomożliwie jest to że nie wyjedzie za początku wakacji czyli za dwa miesiące tylko pod koniec tego miesiąca.
Gdy to usłyszałam nie mogłam dojść do siebie.
TRZY TYGODNIE !!!!
TRZY !!!!!
To tak mało czasu, jak?!  Gdzie?!  Kiedy?!  Co?!  W mojej głowie roiło się od pytań...
Nie wyobrażam sobie życia bez Lidia, to jak dzień  bez........ powietrza.
Tak to dobre porównanie.
Ciągła rutyna, nagle ma się urwać??!!!
Już jej nie będzie?!  Szkoła będzie taka pusta...a wolny czas?!  Co z nim zrobię?  Wakacje?  Bez niej? 
To mnie przerasta...
.
.
.
Wróciłam do domu i znowu wszytko w pośpiechu.
Zjadłam obiad, wrzuciłem dresy i jakiś T-shirt do plecaka,  z portfela wyciągnęła parę drobnych i pobiegłam do sklepu na przeciwko.
Nie była bym sobą gdybym czegoś nie zapomniała, dlatego z połowy drogi do przystanku musiałam wrócić się do domu.
Zapomniałam telefonu i pieniędzy na opłatę treningu.
Jeszcze nigdy tak szybko nie biegałam. Na W-f to co innego,  tam nie biegam,  tam się obijam.
Na szczęście mam jakąś kondycję i dałam rade. Zdążyłam na autobus.
Byłam zmachana. Rozłożyłam się na siedzeniach i odpoczywałam.
Godzina 18:00 trening czas zacząć.
Był bardzo męczący ponieważ przygotowywujemy się do zawodów.
Mamy go następny wtorek. To bardzo mało czasu jak dziś jest czwartek.
Dużo rzeczy nie jest jeszcze doszlifowanych, dlatego w poniedziałek mamy trzy godziny trening.
Nie mam pojęcia jak ja wytrzymam, no ale żeby coś osiągnąć trzeba o to walczyć.
Dlatego zawsze na treningach daje 110% z siebie. Jak się coś robi to powinno się pożądanie bo jak mamy coś zrobić od niechcenia to lepiej wogóle się za to nie zabierać.
Do domu wrucilam okrężną droga. Nie chciałam tam wracać. Nie lubię. Tam zawsze jest gorzej niż zwykle. Smutek i nerwy podwyższają się o 50%
Gdy usiadłam na ławce w parku, mój telefon co chwile dzwonił.
Nieodebrame polacznia od babci.
Wyciszyłam dźwięk a włączyłam muzykę, przez słuchawki płynął dobitny rap.
Było tam cicho i spokojnie...sama w pośród drzew...ciemno i głucho... Mogłabym tam zasnąć. Gdyby nie to, że teraz roi się od jakiś pedofilii i innych obleśnych typów.
Godzina dochodziła 21:00 czas było zebrać swoje cztery litery.
Wiec ruszyłam powolnym krokiem w stronę domu. Miałam ochotę iść spać do Lidi, czy nawet na tej ławce w parku. Wszędzie tylko nie w domu.
Nie chce słyszeć znowu jaka to ja jestem beznadziejna.... To boli...

środa, 6 maja 2015

Rozdział 4. "Za dużo emocji na raz"

Wczoraj poszłam późno spać i zaspałam do szkoły.

Moja babcia była wściekła bo ma na punkcie mojej szkoły jakąś obsesję. Cały czas chciałaby żebym się uczyła i uczyła. Brak życia tylko szkoła. Nie...nie należę do typu takich osób,mam znajomych nie po to żeby siedzieć w domu przy książkach.

Dziś nic nie zrobiłam. Leżałam w łóżku, grałam w łóżku, jadłam w łóżku,czytałam w łóżku ("zostań jeśli kochasz ")
Dziś moim przyjacielem było łóżku. Co mi nie przeszkadzało.
Moje lenistwo przerwała Lidia której zachciało się iść do rossmana, po puder i prezent dla mamy na urodziny, co z tego ze urodziny ma za miesiąc...
Ubrałam się w  pierwsze lepsze ciuchy i wyszłam z domu. Po drodze spotkaliśmy dobra koleżankę z 'ekipy'. Lidia z Juliet poszły nad jezioro do reszty znajomych a ja poszłam do domu.
"pff ty jesteś Aspołeczna!! Wolalas iść do domu Niż do znajomych buuu "
Nie. Nie. Nie.
Trzy razy nie dziękuje...
Nie chodzi o to ze nie chciałam się z nimi spotkać tylko, że jutro jest szkoła i wypadało by przepisać lekcje z internetu.

Jak wróciłam do domu, mojej mamy jeszcze nie było. No i dobrze bo pewnie kazała by mi, opowiadać wszystkie lekcje...
Przepisałam parę przedmiotów i spakowałam się. Pierwsze lepsze ubrania rzucilam na biórko, i położyłam się do łóżka. Spokojnie nie idę spać, po prostu wtuliłam się w ciepły kocyk.

Napisałam do Davida i w mgnieniu oka zamiast 21:00 dochodziła godzina duchów.
Moja mama przyszła do domu, gdy już pojadła oraz umyła się, przyszła do mnie, kładąc się koło mnie.
Co bardzo mnie zdziwiło bo nigdy takich rzeczy nie robi. Patrzyłam na nią krzywo kiedy ona gadała mi jakieś głupoty do ucha.
Ahh tak, wtedy juz się domyśliła...
Wypiła...
Super...
Łzy kumulowały mi się w oczach. Starałam się na nią wydrzeć ale głos łamał mi się w gardle a potok łez miał zaraz oblać moje policzki.
Wygoniłam mamę z pokoju i zamknęłam drzwi, opierając się plecami o nie. Zwinełam się w kłębek i próbowałam się uspokojić. Najbardziej bolał mnie fakt, że po raz kolejny obiecała mi, że to już koniec i chodź powtarzałam kiedyś jej słowa, że mówiła juz tak wiele razy a ona odpowiedziała "juz za dużo przeszłam, jestem coraz starsza i nie mogę już pic."
Głupia głupia głupia głupia!!!!!!!  milcząc krzyczałam bijąc się w głowę. Jak mogłam być tak głupia i jej uwierzyć, że przestanie pić, to choroba, uzależnienie nigdy z tego nie wyjdzie. Znowu jej zaufałam!!!
Po chwili słyszałam jak babcia kłucili się z mama. Nie chciałam tego słuchać, założyłam słuchawki i położyłam się do łóżka, odkrywając się cała kołdrą.
Nagle ktoś wszedł do pokoju. Wyjżałam z pod kołdry kto to.
To była mama...
Krzyczała na mnie, że mam jej oddać telefon bo się nie uczę. Stawiałem opór.
Pisałam z Davidem,o niczym mu nie powiedziałam ale gdy pisaliśmy byłam szczęśliwa, a ona chciała mi zabrać wszytko!  Przed chwilą zabrała mi nadzieje a teraz zabiera mi szczęście!
Po długich krzykach w końcu mama do mnie podeszła i zaczęła wyrywać mi telefon z rąk. Nie mogłam się opanować,  to tak cholernie bolało, własna matka przeciwko mnie.
Byłam padnięta emocjonalnie. To co się stało w przeciągu godziny wykończyło mnie. Łzy ciekły po mnie strumieniem. Odpuscialam, puścilam telefon...
Gdy mama miała go już w rękach, uspokoiła się momentalnie. Niczym dziecko gdy zabierze mu się cukierka. Cichym głosem powiedziała :
-Widzisz?!  Można?  Można. I po co te kłótnie, mogłaś mi go oddać odrazu -uśmiechnęła się.
Miałam ochotę wstać i uderzyć ją w ten głupi uśmiech. Spuściłam wzrok i powiedziałam żeby się wynosiła.
Wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Byłam wściekła i roztrzesiona. Do tego nie napisałam do Davida,  ze mnie nie będzie... Krzyczałam w głębi siebie i rozgrywało mnie od środka.
Po chwili wpadłam na genialny pomysł.
Przecież mam tableta w szufladzie. Uchyliłam lekko drzwi, zerkajac czy mama z babcią juz śpią. Światlo było zgaszone.
Poszłam po tableta i położyłam się na podłodze w swoim pokoju.
Wszystko jednak poszło nie tak...
Tablet był wyładowany...
Myślałam, że mama zabrała tez mi ładowarkę ale jednak nie. Najszybciej jak mogłam podłączyłam go do ładowania, i po długich oczekiwanych w końcu się włączył. Za nim jego prędkość się rozkreciła dochodziła juz pierwsza w nocy. W końcu załączył się Facebook i wytłumaczyłam wszytko Davidowi.
Co z tego, że prawie go nie znałam, coś było między nami, że przez głupi internet ufaliśmy sobie wobec wszystkiemu.
Oczywiście tak bardzo mnie to bolało, że mama znowu mnie zawiodła, że znowu się zraniłam. Emocje wzięły górę. Udałam się do kosmetyczki po rzyletke...
Zrobiłam to...
Uwolniłam się, wyrzyłam, wszytkie emocje wpisałam na lewym nadgarstku....cudowne uczucie...
Gdy już było po wszystkich, napisałam Davidowi cała prawdę o mnie o moich problemach.
Gdy chłopak dowiedział się, że się tnę jego reakcja była dla mnie wielkim zaskoczeniem...

Rozdział 3. " nie nawidze szkoły,nie nawidze ludzi"

Szkoła...szkoła...szkoła...

Lekcje dziś miałam od 9:00 bo odwołali nam ukochaną matematykę. Wiec pozwoliłam sobie na trzydzieści minut dłuższego spania.

Pogoda jak zawsze zamulająca, która jeszcze bardziej mnie przytłacza.
Po drodze do szkoły spotkałam moją przyjaciółkę Lidie. Jest wysokim chudym rudzielcem, ona twierdzi, że nie jest ruda tylko to bląd mieszany z brązem. Uwielbiam ją denerwować faktem, że jest ruda. Towarzyszył jej młodszy brat Alex który również jest rudu, to znaczy był. Teraz już wygląda na blondyna, ale fakt faktem kiedyś był rudy.
Lidia to bardzo dziwny człowiek. Nie znam bardziej głupiego osobnika od niej.
(Głupia - w sensie, pozytywnym.)

Mam dużą grupę znajomych. W wakacje może było nas z trzydziestu. Później każdy rozdzielił się na grupki.
Nadal utrzymujemy kontakt tylko nie można nazwać tego przyjaźnią. Przyjaźnie się z Lidia, Laurą i Kają.
Laura jest naturalnie ciemną brunetka i nie widzi świata poza błyskotkami. Jest specyficzną osobą, ponieważ często zmienia swój kolor włosów.
Kaja jest brunetka,ona nie zmienia koloru włosów jest naturalna w 100% ponieważ się nie maluje.Kaja wyruznia się tym, że słucha Justina Biebera.
Często wydaje mi się, że jestem najbardziej pestymistyczną osoba w moim towarzystwie. Mój ulubiony kolor to czarny i biały. Tak bardzo neutralnie.
Nie lubię opowiadać co działo się w szkole bo nic się tam nie dzieje, ale dziś zrobię wyjątek bo jednak coś zrobiłam....

Dziś na lekcji angielskiego, przedmiotu z którego mam jeden na dwa - zostałam upokorzona. Pisaliśmy ostatnio test,na który się uczyłam ale najwidoczniej się nie nauczyłam i dostałam ocenę niedostateczna... Pan chciał omówić z nami te dwa czasu, pytając mnie przy tym...
Znałam odpowiedzi na jego pytania wiedziałam co i jak, ale gdy pan mnie pytał, patrzyłam na niego i spuszczałam wzrok. Każdy uczeń się na mnie patrzył i pewnie w jego głowie roiło się od wyzwisk.
" jaka ona jest głupia, nawet tego nie wie, to nawet małe dziecko wie, jak ona zdała to idiotka, tepa, głupia (...)"
I wiele wiele innych... Znam moja klasę. Tak jak oni nie lubią mnie tak ją ich.
Czekałam tylko aż lekcja się skoczy, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Pod koniec lekcje łzy kumulowały mi się w oczach. Powstrzymywałam je żeby ani jedna się nie wydostala i nie zrobiła ze mnie większej idiotka niż teraz.
W końcu zadzwonił dzwonek. Wybiegłam pierwsza z klasy ocierając wilgotne policzki.
Odłożyłam plecak pod sale, przejrzałam się w telefonie i odwróciłam się do Laury z uśmiechem na twarzy, tak jak by nic się nie stało. A Ona tak to odebrała. Odwzajwmniła uśmiech i spytała czy nie pójdziemy się przejść. Przytaknełam i udałyśmy się piętro niżej.
Ostatnia lekcja z pozorów minęła bardzo fajnie, tylko coś rozpierdalało mnie wewnętrznie. Na tej lekcji siedziałam z Piterem ale Laurą była nie daleko. Pan od biologi włączył muzykę a ja z przyjaciolkalą zaczęłyśmy się wyglupiac. Co pewnie każdy odebrał, że mam wyjebane na angielski, bo nie widać po mnie ze jest mi przykro. Ale tak kurwa jest mi przykro, lubię angielski ale boję się,nie lubię odzywać się na lekcji... Nie chce się upokorzyc....boje się ludzi....
Po dzwonku udałam się do szatni, zabralam kurtkę i udałam się do domu.

Weszłam do mieszkania i w pośpiechu zjadłam obiad bo zaraz miałam autobus na tańce. Wybiegłam z domu i w pośpiechu udałam się do sklepu po dużą wodę.
Gdy 2 litry siedziały w mojej torbie, udałam się na przystanek. Długo czekać nie musiałam autobus zaraz podjechał podemnie niczym prywatna limuzyna.
Autobus był pusty. W trzydzieści minut byłam już na miejscu. Wysiadam z mojej limuzyny i udałam się pod sale treningową.
Taniec dal mi się wyrzyc. Pomogła mi ta godzina treningu. Naprawdę. Wyłaczasz myślenie a włączasz muzykę...tak...tego mi brakowało. To Mi trzeba bylo, uciec od świata,  udać się w własny kącik.
Po treningu przyjechałam do domu i było już parę minut po dwudziestej.
Poszłam przepisać lekcje z internetu i do cieplusiej wanny. Po wyczerpującym treningu chwila odpoczynku.
Kiedy leżałam juz w wannie pełnej gorącej wody i piany, mój telefon zawibrował.
Zobaczyłam, że ktoś do mnie napisał.
To David.
Jest naprawdę miły, wczoraj z nim pisałam i juz go trochę poznałam.
Siedziałam w wannie do 22:00 i oczywiście pisałam z Davidem.
Gdy wypełzłam z łazienki, uwaliłam się na łóżko. Dziś byłam pewno, że niegdzie się nie ruszę bo ładowarka siedziała juz w gniazdku.
Dziś ja i David mieliśmy zły dzień. Wygadalismy się sobie nawzajem i pocieszaliśmy się. Poczułam między nami więź internetowej przyjaźni. To było cudowne. Uważam, że jestem do siebie podobni, mamy podobne charaktery i sytuacje życiowe. To miłe uczucie mieć kogoś blisko. Chódz David mieszkał 20 km dalej to i tak czułam, że jest blisko.

Wskazówki zegara były już dawno po godzinie duchów. A my nadal pisaliśmy ze sobą i nie mogliśmy przestać.
W końcu byliśmy tak zmęczeni bo David ma trzy razy dziennie trening, lekkoatletyczny i piłki nożnej, jest zmęczony.
Rozumiem go, po takim wysiłku fizycznym tez bym była. Więdz pożegnaliśmy się i wyłączyłam telefon. Chciałam iść spać ale nie potrafiłam. Myślałam o swoim życiu, o dzisiejszym dniu i jutrzejszym... Myślałam o Davidzie... W mojej głowie roiło się od głupich myśli.
Ta noc bardzo się dłużyła a ja zasnełam dopiero nad ranem.

wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 2. "Początek tygodnia-początek meczarni"

Oh poniedziałek, taki cudowny poniedziałek jak ja kurwa kocham poniedziałki. Wydaje mi się, że napisałam to tak w sarkastyczny sposób, że każdy zrozumiał.
Do mojego pokoju przyszła babcia, piętnaście po siódmej. Mówiąc :
- Mia, wstawaj bo się spóźnisz - tak cicho, że ledwie co ją kot  pewnie usłyszał.
Gdy na zegarku wybiła godzina w pół do ósmej, moje nogi stykały się już z panelami. Podeszłam do biórka na którym leżały zwinięte w kłębek ubrania, naszykowane przeze mnie wczoraj i co może zabrzmiec głupio te ubrania naprawdę są świeże chódz nie wyglądają.
Udałam się zaspana do łazienki i wykonałam w niej wszytko co każdy powinien robić (jakoś dziwnym trafem pomyślałam o moim bracie)
Wyszłam z łazienki za dziesięć ósma. Zjadłam kanapki z białym serem, wypiłam gorzką herbatę, ponieważ nie słodze.
Każdy się zastanawia jak ja się wyrabiam do szkoły jak wstaje o siódmej trzydzieści.
Szczerze?!
Sama nie wiem.
Zawsze Wychodzę z domu albo punktualnie o ósmej, albo pięć minut przed. Do szkoły mam dwa kroki i zawsze zdążam na lekcje.
Nudny dzień szkoły zaczynałam matematyka z której nic nie rozumiem i ledwo mam dwa na koniec. W tym roku mam szansę na trzy, *łał* sama nie wiem jak to możliwe. Na lekcjach siedzę z Piterem,  nazywam go swoim przyjacielem. Nie lubimy się ale ufamy sobie, jesteśmy na siebie skazani bo nie ma miejsc w klasie. I przez to jakoś się zaprzyjaźniliśmy.
Jak zawsze, Piter nosi ze sobą jakieś pierdoły w piórniku i mnie nimi irytuje. Wiec czterdzieści pięć minut minęło uciążliwe.
Lekcje mam na przemian, raz mamy wszyscy a raz dzielą nas na grupy.

Siedem godzin gadania pierdół jakoś przebolałam. Wszystkie klasy udały się do domów. Oprócz mnie i małych dzieci nie mających co robić z wolnym czasem. Ósma godzina - dodatkowa Plastyka.
Lubię rysować ale nie po siedmiu godzinach hałasu.
Dziś Pani Tay zaproponowała nam plener i rysowanie drzew... Zajęcie zajebiste...
Nareszcie po narysiwaniu drzewa mogłam iść do domu.

Ledwo co weszłam do domu a z ust mojej babci słyszałam cały plan dzisiejszego wieczoru.
Nie miałam ochoty się z nią kucic, wiec wszytko olałam. Założyłam słuchawki na uszy udając się do kuchni. Z lodówki wyciągnęła sok jabłkowy i jakiś serek. Gdy zabralam wszystko co dobre i z czym dało by się zabrać, poszłam do pokoju. Kasper pracował wiec mogłam robić co chce. Położyłam stopy na kaloryferze, wpatrując się w okno,a w uszach rozchodziła się smutna muzyka.
Było tak cicho i spokojnie, że zasnełam.

Babcia która weszła do pokoju i ujrzała mnie śpiąca wpadła w ferie. Wyłączył mi ruter i trzasneła drzwiami.
Czasem naprawdę nie rozumiem jej logiki,  przecież ja też wiem gdzie jest przycisk to włączenia i wyłączenia internetu. Wiec podeszłam do czarnego
pudełka i włączyłam sobie sama internet. W głębi duszy śmiejąc się z tego bo to nie jest pierwszy raz.
Posiedziałam z godzinę na tumblrze i zajrzałam do lekcji. Na pierwszy ogień poszła matematyka, tak ją umiem, że przepisalam wszystko z internetu. Próbowałam sama zrobić Polski ale jestem zbyt wielkim leniem i polski i wszystkie inne lekcje przepisałam z jakiejś stronki internetowej.
Godzina 21:00 czas coś zjeść i umyć się.
Prysznic - jak prysznic: gąbka, mydło,woda.
Kolacja-jak kolacja :płatki i mleko.

Włosy splotłam w warkocz i położyłam się do łóżka. Nie była bym sobą gdybym czegoś nie zapomniałam. Po długim zbieraniu się,  wstalam po ładowarkę. Podłączyłam ją do gniazdka i zaczełam no-life'ić.

Przejrzałam zniesmaczona Facebooka, bardzo nie lubię tego portalu,  nic się w nim nie dzieje. Mnóstwo osób wstawia zdjęcia z uśmiechem na ryju, dając opis "sad day". Do podobny portali należy instagrama, dziewczyny  nie mają serio co robić.

Wybiła 00:00 ho ho ho godzina duchów.
Nie...nie straszne.
Nadal nie chciało mi się spać. Weszłam na sklep play i zaczełam szukać jakiś gier. Jest mi tak nudno, że zaraz umrę. Ściągnęła parę gier i parę jakiś aplikacji.
Wszystkie były tak koszmarne, że odinstalowałam wszystkie. Zostawiłam jedną aplikacje jakaś spolecznieciową. Zalogowała się na niej i zaczełam pisać z jakimiś ludźmi. W mojej poczcie były z trzy dymki czatu.
Pisałam z Davidem, Patryciem i Jhonym. Szybko urwałam kontakt z Jhonym bo był zakochany w sobie. Przystałam na znajomości z otwartym i trochę nachalnym Patriciem oraz miłym skromnym Davidem.