środa, 6 maja 2015

Rozdział 3. " nie nawidze szkoły,nie nawidze ludzi"

Szkoła...szkoła...szkoła...

Lekcje dziś miałam od 9:00 bo odwołali nam ukochaną matematykę. Wiec pozwoliłam sobie na trzydzieści minut dłuższego spania.

Pogoda jak zawsze zamulająca, która jeszcze bardziej mnie przytłacza.
Po drodze do szkoły spotkałam moją przyjaciółkę Lidie. Jest wysokim chudym rudzielcem, ona twierdzi, że nie jest ruda tylko to bląd mieszany z brązem. Uwielbiam ją denerwować faktem, że jest ruda. Towarzyszył jej młodszy brat Alex który również jest rudu, to znaczy był. Teraz już wygląda na blondyna, ale fakt faktem kiedyś był rudy.
Lidia to bardzo dziwny człowiek. Nie znam bardziej głupiego osobnika od niej.
(Głupia - w sensie, pozytywnym.)

Mam dużą grupę znajomych. W wakacje może było nas z trzydziestu. Później każdy rozdzielił się na grupki.
Nadal utrzymujemy kontakt tylko nie można nazwać tego przyjaźnią. Przyjaźnie się z Lidia, Laurą i Kają.
Laura jest naturalnie ciemną brunetka i nie widzi świata poza błyskotkami. Jest specyficzną osobą, ponieważ często zmienia swój kolor włosów.
Kaja jest brunetka,ona nie zmienia koloru włosów jest naturalna w 100% ponieważ się nie maluje.Kaja wyruznia się tym, że słucha Justina Biebera.
Często wydaje mi się, że jestem najbardziej pestymistyczną osoba w moim towarzystwie. Mój ulubiony kolor to czarny i biały. Tak bardzo neutralnie.
Nie lubię opowiadać co działo się w szkole bo nic się tam nie dzieje, ale dziś zrobię wyjątek bo jednak coś zrobiłam....

Dziś na lekcji angielskiego, przedmiotu z którego mam jeden na dwa - zostałam upokorzona. Pisaliśmy ostatnio test,na który się uczyłam ale najwidoczniej się nie nauczyłam i dostałam ocenę niedostateczna... Pan chciał omówić z nami te dwa czasu, pytając mnie przy tym...
Znałam odpowiedzi na jego pytania wiedziałam co i jak, ale gdy pan mnie pytał, patrzyłam na niego i spuszczałam wzrok. Każdy uczeń się na mnie patrzył i pewnie w jego głowie roiło się od wyzwisk.
" jaka ona jest głupia, nawet tego nie wie, to nawet małe dziecko wie, jak ona zdała to idiotka, tepa, głupia (...)"
I wiele wiele innych... Znam moja klasę. Tak jak oni nie lubią mnie tak ją ich.
Czekałam tylko aż lekcja się skoczy, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Pod koniec lekcje łzy kumulowały mi się w oczach. Powstrzymywałam je żeby ani jedna się nie wydostala i nie zrobiła ze mnie większej idiotka niż teraz.
W końcu zadzwonił dzwonek. Wybiegłam pierwsza z klasy ocierając wilgotne policzki.
Odłożyłam plecak pod sale, przejrzałam się w telefonie i odwróciłam się do Laury z uśmiechem na twarzy, tak jak by nic się nie stało. A Ona tak to odebrała. Odwzajwmniła uśmiech i spytała czy nie pójdziemy się przejść. Przytaknełam i udałyśmy się piętro niżej.
Ostatnia lekcja z pozorów minęła bardzo fajnie, tylko coś rozpierdalało mnie wewnętrznie. Na tej lekcji siedziałam z Piterem ale Laurą była nie daleko. Pan od biologi włączył muzykę a ja z przyjaciolkalą zaczęłyśmy się wyglupiac. Co pewnie każdy odebrał, że mam wyjebane na angielski, bo nie widać po mnie ze jest mi przykro. Ale tak kurwa jest mi przykro, lubię angielski ale boję się,nie lubię odzywać się na lekcji... Nie chce się upokorzyc....boje się ludzi....
Po dzwonku udałam się do szatni, zabralam kurtkę i udałam się do domu.

Weszłam do mieszkania i w pośpiechu zjadłam obiad bo zaraz miałam autobus na tańce. Wybiegłam z domu i w pośpiechu udałam się do sklepu po dużą wodę.
Gdy 2 litry siedziały w mojej torbie, udałam się na przystanek. Długo czekać nie musiałam autobus zaraz podjechał podemnie niczym prywatna limuzyna.
Autobus był pusty. W trzydzieści minut byłam już na miejscu. Wysiadam z mojej limuzyny i udałam się pod sale treningową.
Taniec dal mi się wyrzyc. Pomogła mi ta godzina treningu. Naprawdę. Wyłaczasz myślenie a włączasz muzykę...tak...tego mi brakowało. To Mi trzeba bylo, uciec od świata,  udać się w własny kącik.
Po treningu przyjechałam do domu i było już parę minut po dwudziestej.
Poszłam przepisać lekcje z internetu i do cieplusiej wanny. Po wyczerpującym treningu chwila odpoczynku.
Kiedy leżałam juz w wannie pełnej gorącej wody i piany, mój telefon zawibrował.
Zobaczyłam, że ktoś do mnie napisał.
To David.
Jest naprawdę miły, wczoraj z nim pisałam i juz go trochę poznałam.
Siedziałam w wannie do 22:00 i oczywiście pisałam z Davidem.
Gdy wypełzłam z łazienki, uwaliłam się na łóżko. Dziś byłam pewno, że niegdzie się nie ruszę bo ładowarka siedziała juz w gniazdku.
Dziś ja i David mieliśmy zły dzień. Wygadalismy się sobie nawzajem i pocieszaliśmy się. Poczułam między nami więź internetowej przyjaźni. To było cudowne. Uważam, że jestem do siebie podobni, mamy podobne charaktery i sytuacje życiowe. To miłe uczucie mieć kogoś blisko. Chódz David mieszkał 20 km dalej to i tak czułam, że jest blisko.

Wskazówki zegara były już dawno po godzinie duchów. A my nadal pisaliśmy ze sobą i nie mogliśmy przestać.
W końcu byliśmy tak zmęczeni bo David ma trzy razy dziennie trening, lekkoatletyczny i piłki nożnej, jest zmęczony.
Rozumiem go, po takim wysiłku fizycznym tez bym była. Więdz pożegnaliśmy się i wyłączyłam telefon. Chciałam iść spać ale nie potrafiłam. Myślałam o swoim życiu, o dzisiejszym dniu i jutrzejszym... Myślałam o Davidzie... W mojej głowie roiło się od głupich myśli.
Ta noc bardzo się dłużyła a ja zasnełam dopiero nad ranem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz