wtorek, 5 maja 2015

Rozdział 2. "Początek tygodnia-początek meczarni"

Oh poniedziałek, taki cudowny poniedziałek jak ja kurwa kocham poniedziałki. Wydaje mi się, że napisałam to tak w sarkastyczny sposób, że każdy zrozumiał.
Do mojego pokoju przyszła babcia, piętnaście po siódmej. Mówiąc :
- Mia, wstawaj bo się spóźnisz - tak cicho, że ledwie co ją kot  pewnie usłyszał.
Gdy na zegarku wybiła godzina w pół do ósmej, moje nogi stykały się już z panelami. Podeszłam do biórka na którym leżały zwinięte w kłębek ubrania, naszykowane przeze mnie wczoraj i co może zabrzmiec głupio te ubrania naprawdę są świeże chódz nie wyglądają.
Udałam się zaspana do łazienki i wykonałam w niej wszytko co każdy powinien robić (jakoś dziwnym trafem pomyślałam o moim bracie)
Wyszłam z łazienki za dziesięć ósma. Zjadłam kanapki z białym serem, wypiłam gorzką herbatę, ponieważ nie słodze.
Każdy się zastanawia jak ja się wyrabiam do szkoły jak wstaje o siódmej trzydzieści.
Szczerze?!
Sama nie wiem.
Zawsze Wychodzę z domu albo punktualnie o ósmej, albo pięć minut przed. Do szkoły mam dwa kroki i zawsze zdążam na lekcje.
Nudny dzień szkoły zaczynałam matematyka z której nic nie rozumiem i ledwo mam dwa na koniec. W tym roku mam szansę na trzy, *łał* sama nie wiem jak to możliwe. Na lekcjach siedzę z Piterem,  nazywam go swoim przyjacielem. Nie lubimy się ale ufamy sobie, jesteśmy na siebie skazani bo nie ma miejsc w klasie. I przez to jakoś się zaprzyjaźniliśmy.
Jak zawsze, Piter nosi ze sobą jakieś pierdoły w piórniku i mnie nimi irytuje. Wiec czterdzieści pięć minut minęło uciążliwe.
Lekcje mam na przemian, raz mamy wszyscy a raz dzielą nas na grupy.

Siedem godzin gadania pierdół jakoś przebolałam. Wszystkie klasy udały się do domów. Oprócz mnie i małych dzieci nie mających co robić z wolnym czasem. Ósma godzina - dodatkowa Plastyka.
Lubię rysować ale nie po siedmiu godzinach hałasu.
Dziś Pani Tay zaproponowała nam plener i rysowanie drzew... Zajęcie zajebiste...
Nareszcie po narysiwaniu drzewa mogłam iść do domu.

Ledwo co weszłam do domu a z ust mojej babci słyszałam cały plan dzisiejszego wieczoru.
Nie miałam ochoty się z nią kucic, wiec wszytko olałam. Założyłam słuchawki na uszy udając się do kuchni. Z lodówki wyciągnęła sok jabłkowy i jakiś serek. Gdy zabralam wszystko co dobre i z czym dało by się zabrać, poszłam do pokoju. Kasper pracował wiec mogłam robić co chce. Położyłam stopy na kaloryferze, wpatrując się w okno,a w uszach rozchodziła się smutna muzyka.
Było tak cicho i spokojnie, że zasnełam.

Babcia która weszła do pokoju i ujrzała mnie śpiąca wpadła w ferie. Wyłączył mi ruter i trzasneła drzwiami.
Czasem naprawdę nie rozumiem jej logiki,  przecież ja też wiem gdzie jest przycisk to włączenia i wyłączenia internetu. Wiec podeszłam do czarnego
pudełka i włączyłam sobie sama internet. W głębi duszy śmiejąc się z tego bo to nie jest pierwszy raz.
Posiedziałam z godzinę na tumblrze i zajrzałam do lekcji. Na pierwszy ogień poszła matematyka, tak ją umiem, że przepisalam wszystko z internetu. Próbowałam sama zrobić Polski ale jestem zbyt wielkim leniem i polski i wszystkie inne lekcje przepisałam z jakiejś stronki internetowej.
Godzina 21:00 czas coś zjeść i umyć się.
Prysznic - jak prysznic: gąbka, mydło,woda.
Kolacja-jak kolacja :płatki i mleko.

Włosy splotłam w warkocz i położyłam się do łóżka. Nie była bym sobą gdybym czegoś nie zapomniałam. Po długim zbieraniu się,  wstalam po ładowarkę. Podłączyłam ją do gniazdka i zaczełam no-life'ić.

Przejrzałam zniesmaczona Facebooka, bardzo nie lubię tego portalu,  nic się w nim nie dzieje. Mnóstwo osób wstawia zdjęcia z uśmiechem na ryju, dając opis "sad day". Do podobny portali należy instagrama, dziewczyny  nie mają serio co robić.

Wybiła 00:00 ho ho ho godzina duchów.
Nie...nie straszne.
Nadal nie chciało mi się spać. Weszłam na sklep play i zaczełam szukać jakiś gier. Jest mi tak nudno, że zaraz umrę. Ściągnęła parę gier i parę jakiś aplikacji.
Wszystkie były tak koszmarne, że odinstalowałam wszystkie. Zostawiłam jedną aplikacje jakaś spolecznieciową. Zalogowała się na niej i zaczełam pisać z jakimiś ludźmi. W mojej poczcie były z trzy dymki czatu.
Pisałam z Davidem, Patryciem i Jhonym. Szybko urwałam kontakt z Jhonym bo był zakochany w sobie. Przystałam na znajomości z otwartym i trochę nachalnym Patriciem oraz miłym skromnym Davidem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz