Reakcja Davida bardzo mnie zaskoczyła...
Napisał mi żeby tego nie robiła, bo nic nie zmienię robiąc sobie krzywdę, żebym nie robiłam tego dla niego a jak nie dla niego to dla samej siebie. Od tego wieczoru, obiecałam Davidowi, że już nic sobie nie zrobię. Zrobię to dla niego. Wiem, że potrafię bo jest dla mnie ważny i dla niego ,dla niego.
Powiedział mi, że nie może mnie sprawdzić czy przestałam ale wierzy, że przestanę. Nie zawiode go. Jestem gotowa podjąć to wyzwanie.
Po raz pierwszy ktoś się mną tak martwił. Zawsze moje przyjaciółki były na mnie wściekłe, w końcu przestałam im o tym mówić. A co dopiero chłopak, to było miłe zaskoczenie. Sytuacja ta zbliżyła nas do siebie...
Rano wstałam i musiałam iść do szkoły. Mama przed szkołą oddala mi telefon.
Była miła, a ja wręcz przeciwnie.
Wyszłam bez słowa. W szkole musiała odreagować, i wyżywałam się na dziewczynach... Nic im nie powiedziałam, wiedziałam, że tylko pogorsze sytuacje. One twierdzą, że to głupie i dziecinne...
Nie widzę tu nic dziecinnego....
Ja tez nie rozumiem dzieciaków z podstawówki biegających z pocharataną ręką z powodu np."mama nie kupiła mi lalki" - to zachowanie jest głupie. Ale trzeba dziecku wytłumaczyć niektóre rzeczy.
Dla mnie rzyletka to przyjaciel.
Pocieszy mnie wtedy kiedy tego potrzebuje. Ona jest zawsze kiedy nie ma nikogo.
Wszytkie emocje które w sobie duszę, wychodzą nawierzch, tak jest lepiej...o wiele lepiej...
W szkole nie mogłam się skupić. Myślałam o Davidzie i wczorajszym wieczorze...
Było mi smutno, ale miałam w środku nadzieje, że może znajdę szczęście.
Znajdę je w Davidzie. Jest troskliwy i delikatny, przynajmniej przez internet.
Nikt nie jest taki w rzeczywistości jak przez internet.
Strach, że wszytko może się zepsuć mnie zjada. Tak bardzo się boje, że mogę znowu kogoś stracić.
Na samą myśl, że Lidia za niedługo wyjeżdża zagranicę na zawsze, mnie przerasta...
Ostatnio powiedziała, że prawdomożliwie jest to że nie wyjedzie za początku wakacji czyli za dwa miesiące tylko pod koniec tego miesiąca.
Gdy to usłyszałam nie mogłam dojść do siebie.
TRZY TYGODNIE !!!!
TRZY !!!!!
To tak mało czasu, jak?! Gdzie?! Kiedy?! Co?! W mojej głowie roiło się od pytań...
Nie wyobrażam sobie życia bez Lidia, to jak dzień bez........ powietrza.
Tak to dobre porównanie.
Ciągła rutyna, nagle ma się urwać??!!!
Już jej nie będzie?! Szkoła będzie taka pusta...a wolny czas?! Co z nim zrobię? Wakacje? Bez niej?
To mnie przerasta...
.
.
.
Wróciłam do domu i znowu wszytko w pośpiechu.
Zjadłam obiad, wrzuciłem dresy i jakiś T-shirt do plecaka, z portfela wyciągnęła parę drobnych i pobiegłam do sklepu na przeciwko.
Nie była bym sobą gdybym czegoś nie zapomniała, dlatego z połowy drogi do przystanku musiałam wrócić się do domu.
Zapomniałam telefonu i pieniędzy na opłatę treningu.
Jeszcze nigdy tak szybko nie biegałam. Na W-f to co innego, tam nie biegam, tam się obijam.
Na szczęście mam jakąś kondycję i dałam rade. Zdążyłam na autobus.
Byłam zmachana. Rozłożyłam się na siedzeniach i odpoczywałam.
Godzina 18:00 trening czas zacząć.
Był bardzo męczący ponieważ przygotowywujemy się do zawodów.
Mamy go następny wtorek. To bardzo mało czasu jak dziś jest czwartek.
Dużo rzeczy nie jest jeszcze doszlifowanych, dlatego w poniedziałek mamy trzy godziny trening.
Nie mam pojęcia jak ja wytrzymam, no ale żeby coś osiągnąć trzeba o to walczyć.
Dlatego zawsze na treningach daje 110% z siebie. Jak się coś robi to powinno się pożądanie bo jak mamy coś zrobić od niechcenia to lepiej wogóle się za to nie zabierać.
Do domu wrucilam okrężną droga. Nie chciałam tam wracać. Nie lubię. Tam zawsze jest gorzej niż zwykle. Smutek i nerwy podwyższają się o 50%
Gdy usiadłam na ławce w parku, mój telefon co chwile dzwonił.
Nieodebrame polacznia od babci.
Wyciszyłam dźwięk a włączyłam muzykę, przez słuchawki płynął dobitny rap.
Było tam cicho i spokojnie...sama w pośród drzew...ciemno i głucho... Mogłabym tam zasnąć. Gdyby nie to, że teraz roi się od jakiś pedofilii i innych obleśnych typów.
Godzina dochodziła 21:00 czas było zebrać swoje cztery litery.
Wiec ruszyłam powolnym krokiem w stronę domu. Miałam ochotę iść spać do Lidi, czy nawet na tej ławce w parku. Wszędzie tylko nie w domu.
Nie chce słyszeć znowu jaka to ja jestem beznadziejna.... To boli...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz