Wczoraj poszłam późno spać i zaspałam do szkoły.
Moja babcia była wściekła bo ma na punkcie mojej szkoły jakąś obsesję. Cały czas chciałaby żebym się uczyła i uczyła. Brak życia tylko szkoła. Nie...nie należę do typu takich osób,mam znajomych nie po to żeby siedzieć w domu przy książkach.
Dziś nic nie zrobiłam. Leżałam w łóżku, grałam w łóżku, jadłam w łóżku,czytałam w łóżku ("zostań jeśli kochasz ")
Dziś moim przyjacielem było łóżku. Co mi nie przeszkadzało.
Moje lenistwo przerwała Lidia której zachciało się iść do rossmana, po puder i prezent dla mamy na urodziny, co z tego ze urodziny ma za miesiąc...
Ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i wyszłam z domu. Po drodze spotkaliśmy dobra koleżankę z 'ekipy'. Lidia z Juliet poszły nad jezioro do reszty znajomych a ja poszłam do domu.
"pff ty jesteś Aspołeczna!! Wolalas iść do domu Niż do znajomych buuu "
Nie. Nie. Nie.
Trzy razy nie dziękuje...
Nie chodzi o to ze nie chciałam się z nimi spotkać tylko, że jutro jest szkoła i wypadało by przepisać lekcje z internetu.
Jak wróciłam do domu, mojej mamy jeszcze nie było. No i dobrze bo pewnie kazała by mi, opowiadać wszystkie lekcje...
Przepisałam parę przedmiotów i spakowałam się. Pierwsze lepsze ubrania rzucilam na biórko, i położyłam się do łóżka. Spokojnie nie idę spać, po prostu wtuliłam się w ciepły kocyk.
Napisałam do Davida i w mgnieniu oka zamiast 21:00 dochodziła godzina duchów.
Moja mama przyszła do domu, gdy już pojadła oraz umyła się, przyszła do mnie, kładąc się koło mnie.
Co bardzo mnie zdziwiło bo nigdy takich rzeczy nie robi. Patrzyłam na nią krzywo kiedy ona gadała mi jakieś głupoty do ucha.
Ahh tak, wtedy juz się domyśliła...
Wypiła...
Super...
Łzy kumulowały mi się w oczach. Starałam się na nią wydrzeć ale głos łamał mi się w gardle a potok łez miał zaraz oblać moje policzki.
Wygoniłam mamę z pokoju i zamknęłam drzwi, opierając się plecami o nie. Zwinełam się w kłębek i próbowałam się uspokojić. Najbardziej bolał mnie fakt, że po raz kolejny obiecała mi, że to już koniec i chodź powtarzałam kiedyś jej słowa, że mówiła juz tak wiele razy a ona odpowiedziała "juz za dużo przeszłam, jestem coraz starsza i nie mogę już pic."
Głupia głupia głupia głupia!!!!!!! milcząc krzyczałam bijąc się w głowę. Jak mogłam być tak głupia i jej uwierzyć, że przestanie pić, to choroba, uzależnienie nigdy z tego nie wyjdzie. Znowu jej zaufałam!!!
Po chwili słyszałam jak babcia kłucili się z mama. Nie chciałam tego słuchać, założyłam słuchawki i położyłam się do łóżka, odkrywając się cała kołdrą.
Nagle ktoś wszedł do pokoju. Wyjżałam z pod kołdry kto to.
To była mama...
Krzyczała na mnie, że mam jej oddać telefon bo się nie uczę. Stawiałem opór.
Pisałam z Davidem,o niczym mu nie powiedziałam ale gdy pisaliśmy byłam szczęśliwa, a ona chciała mi zabrać wszytko! Przed chwilą zabrała mi nadzieje a teraz zabiera mi szczęście!
Po długich krzykach w końcu mama do mnie podeszła i zaczęła wyrywać mi telefon z rąk. Nie mogłam się opanować, to tak cholernie bolało, własna matka przeciwko mnie.
Byłam padnięta emocjonalnie. To co się stało w przeciągu godziny wykończyło mnie. Łzy ciekły po mnie strumieniem. Odpuscialam, puścilam telefon...
Gdy mama miała go już w rękach, uspokoiła się momentalnie. Niczym dziecko gdy zabierze mu się cukierka. Cichym głosem powiedziała :
-Widzisz?! Można? Można. I po co te kłótnie, mogłaś mi go oddać odrazu -uśmiechnęła się.
Miałam ochotę wstać i uderzyć ją w ten głupi uśmiech. Spuściłam wzrok i powiedziałam żeby się wynosiła.
Wyszła z mojego pokoju i zamknęła drzwi. Byłam wściekła i roztrzesiona. Do tego nie napisałam do Davida, ze mnie nie będzie... Krzyczałam w głębi siebie i rozgrywało mnie od środka.
Po chwili wpadłam na genialny pomysł.
Przecież mam tableta w szufladzie. Uchyliłam lekko drzwi, zerkajac czy mama z babcią juz śpią. Światlo było zgaszone.
Poszłam po tableta i położyłam się na podłodze w swoim pokoju.
Wszystko jednak poszło nie tak...
Tablet był wyładowany...
Myślałam, że mama zabrała tez mi ładowarkę ale jednak nie. Najszybciej jak mogłam podłączyłam go do ładowania, i po długich oczekiwanych w końcu się włączył. Za nim jego prędkość się rozkreciła dochodziła juz pierwsza w nocy. W końcu załączył się Facebook i wytłumaczyłam wszytko Davidowi.
Co z tego, że prawie go nie znałam, coś było między nami, że przez głupi internet ufaliśmy sobie wobec wszystkiemu.
Oczywiście tak bardzo mnie to bolało, że mama znowu mnie zawiodła, że znowu się zraniłam. Emocje wzięły górę. Udałam się do kosmetyczki po rzyletke...
Zrobiłam to...
Uwolniłam się, wyrzyłam, wszytkie emocje wpisałam na lewym nadgarstku....cudowne uczucie...
Gdy już było po wszystkich, napisałam Davidowi cała prawdę o mnie o moich problemach.
Gdy chłopak dowiedział się, że się tnę jego reakcja była dla mnie wielkim zaskoczeniem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz