poniedziałek, 18 maja 2015

Rozdział 8. " flashmob "

Posprzątałam za sobą, otarłam łzy i wyszłam z łazienki. Udałam się do pokoju i schowałam się pod kołdrę. Odpisałam Davidowi i w końcu napisał mi, że za niedługo ma zawody w mieście obok i po nich mógłby do mnie przyjechać. Gdy to przeczytałam popłakałam się ze szczęścia. Nie wierzę!  Nareszcie, nie mogę w to uwierzyć. Zawody ma w środę. Jak to usłyszałam przeraziłam się bo ja mam szkole i i nie wiem...

Napisałam szybko do Lidi a ona mnie wyśmiała :
" Mia mamy trzy dni wolne bo są egzaminy "
Jaka ja jestem głupia. Zaśmiałam się sama do siebie. O wszystkim zapominam, najpierw o weekendzie a teraz o kolejnym wolnym.
Opisałam mu wszystko i zaczęliśmy pisac o naszym spotkaniu. Było cudnownie, nie mogę się doczekać.

Kiedy moja mama przyszła do domu, powiedziałam jej o Davidzie. Była zaniepokojona i bała się ale ja ją uspokajałam.
Powiedziała, że musi go zobaczyć żeby mnie z nim gdzieś puścić. Byłam zła na nią ale nie kłuciłam się bo już nie miałam siły. Byłam zmęczona...
Poszłam do pokóju i odpłynełam.

Rano obudził mnie hałaśliwy dźwięk budzika. Wstałam i wyłączyłam go. Wyglądalam i czułam się jak by mnie walec przejechał.
Przetarłam oczy i spojrzałam na godzinę. Ależ to dziewiąta. Przez chwilę pomyślałam po co nastawiłam sobie tak wcześnie budzik, i nagle mnie olśniło: ' FLASHMOB' !!!
Jak mogłam zapomnieć?!? Niczym błyskawica znalazłam się w łazience i szybko pod prysznic, balsam, make-up i szybko jakieś ciuchy. Ubrałam czarne legginsy i czarną bluzkę. Wyglądalam zbyt normalnie. Poszłam do babci :
-Masz babciu coś dziwnego czarnego? -Zapytalam.
- Co proszę? -Zdziwiła się
-Jakaś dziwna narzute na ręce.-odpowiedziałam.
-Chodź ze mną.-podeszła do wielkiej lustrzanej szafy i otworzyła ją. Było w niej pełno ubrań, więcej niż w mojej...
-Proszę wybierz które chcesz- uśmiechnęła się do mnie trzymając dwa wieszaki.
Na jednym z nich wisiał czarny prześwitujący długi płaszcz. Na drugim zaś za pupę czarny, trzy-czwarty cienki sweterek.
Pierwsze co przymierzylam to płaszcz. Był pierwszy i ostatni. Od razu mi się spodobał. Sasza zrobi mi pod sala jakiś makijaż i będę fajnie.
Poszłam zjeść coś na szybko i Wybiegłam z domu. Już miałam wychodzić w ten wpadłam na mamę :
- Gdzie idziesz tak wcześnie? -Zapytała wchodząc do domu.
-Na flashmob'a mówiłam ci.
- A tak,  poczekaj mam dla ciebie hot doga - zaczęła szperac w torbie
- Mamo spieszę się mam zaraz autobus.
- Poczekaj no!  Pojadę i tak z tobą bo musze coś załatwić.
Przytaknełam, zabralam hot doga i wyszłam z mama na autobus.
Prawie się spóźniłyśmy, byłam wściekła, do tego wiedziałam że coś jest nie tak bo mama zachowywała się inaczej. W mojej głowie roiło się od podejrzeń,  że sobie popiła. Ale nie dopuszczałam ich do siebie. Przecież obiecała, że to już koniec, jest już za stara na alkohol. To to nie może być prawda.
Byłam hamsa i arogancna. Nie chciałam taka być, ale jakoś tak wyszło. Byłam zła.  Mama spytała się mnie czemu taka jestem. Udawalam że nie wiem o co jej chodzi. Naprawdę starałam się być miła...

Gdy wysiadłyśmy z autobusu, mama doprowadziła mnie pod sale. Na całe szczęście byłam pierwsza. Nie chciałam żeby ktoś poznał moją matkę. Do tego jeszcze wstawioną.
Próbowałam się jej pozbyć ale ona tego nie rozumiała. Nie jest głupia,  wiedziała że coś jest nie tak.
Nagle z daleka zobaczyłam moja koleżankę.
-Mamo idź!  idzie moja koleżanka- powiedziałam
-No i co z tego?  Nie mogę zostać? -Zapytała zdzwiona.
-Nie!  No idź szybko proszę! - machałam ręką.
-Czy ty się wstydzisz wlasnej matki? - Zmrużyła oczy
-Tak -Krzyknęłam -a teraz idź juz no -Spojrzałam na nią smutno.
Mama wstała bez słowa i szybkim zdenerwowany krokiem udała się w drugą stronę. Było mi przykro. Po fakcie doszło do mnie co zrobiłam...
Wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do koleżanki która szła w moim kierunku.

Po chwili każdy był już na miejscu. 
Zrobiłyśmy jedna próbę, bo nie znaliśmy układu. Ale był prosty i wolny, nic skomplikowanego.
Udałyśmy się na tramwaj i zaraz byłyśmy na miejscu.

Tam już na nas wszyscy czekali. Bez żadnego obijania weszliśmy na środek centrum,  puścilysmy muzykę a pani Aline zaczeła nas nagrywać.
Piosenka była bardzo wolna, a nasz układ był do bani. Nie dopracowany ale poprzez rytm muzyki wydaje mi się ze nikt się nie skapł.
Po nagraniu układu, nauczycielka z Szaszy szkoły podzieliła nas na dwójki i każdej z nas dała paczkę karteczek z tytułami książek i autorami. Akcja polegała na zachęcenie ludzi do czytania. Wydaje mi się ze jakoś poszło.  Szybko skończyłam i byłam z siebie zadowolona.
Wygladalismy jak jedna wielka sekta, nie którzy nas się bali i omijali nas szerokim łukiem.
No cóż, bywa.

Skończyliśmy i każdy zbierał się już do domu. Jednak ja z Sasza chciałyśmy iść po flashmob'ie do MacDonald'a. Przyłączył się do nas kolega z klasy Saszy i jej koleżanka.
W czwórkę poszliśmy jeść.
Zamówiłam sobie mrożona kawę i frytki.
Siedzieliśmy tam z dwie godziny.
Młoda dziewczyna której imienia nie pamiętam zaraz sobie poszła. Wiec zostaliśmy z Szymonem. Chłopak miał iść dzisiaj na urodziny do kolegi.
Razem z Sasza wywnioskowałyśmy, że kolega jest gejem. Ehem juz tłumacze.
Szymon ma iść do chłopaka godzinę wcześniej do tego na urodziny kupił mu różowe string!!! 
No przepraszam bardzo, samo tak przyszło do głowy.

Never mind.

Jak już sobie pojadłyśmy, Sasza zadzwoniła po swoją mamę, żeby po nas przyjechała.
W aucie siedziała mała słodka dziewczynka. Siadłam obok niej, z uśmiechem na twarzy i przedstawiłam się.  Dziewczynka miała na imię Iwa i była bardzo otwarta.
Przez całą drogę do domu, rozmawiałam z siostra Saszy. Zrobiła na mnie miłe wrażenie. Chciałabym kiedyś się z nią pobawić. Bardzo lubię małe dzieci, oczywiście nie robie im krzywdy,  lubię się nimi opiekować. Dziecaki lubią być w centrum uwagi a ja skupiam na nich całą. Dlatego mnie lubią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz